Ogłoszenie wygląda dobrze: sprawna tokarka czy prasa, dwa razy tańsza niż w Polsce, sprzedawca zapewnia że „ma CE”. Problem w tym, że przy imporcie spoza Unii to zapewnienie sprzedawcy nic nie znaczy – a odpowiedzialność, którą przejmujesz razem z maszyną, jest większa niż przy zwykłym zakupie krajowym. W artykule o różnicy między CE a wymaganiami minimalnymi pisałem, że import spoza UE to jedna z trzech sytuacji, w której obowiązek CE wraca. Tutaj rozkładam to na konkretne kroki.
Stajesz się producentem w rozumieniu przepisów
Dyrektywa maszynowa 2006/42/WE nie pyta, kto fizycznie zbudował maszynę – pyta, kto wprowadza ją na rynek unijny po raz pierwszy. Jeśli sprowadzasz używaną tokarkę z Szanghaju albo prasę z Teksasu, to dla polskiego i unijnego prawa ta maszyna nigdy wcześniej nie była „na rynku UE”. Wprowadzasz ją Ty. I razem z fakturą przejmujesz obowiązki, które normalnie spoczywają na producencie: ocenę zgodności, dokumentację techniczną, deklarację zgodności WE, oznakowanie CE.
To nie jest formalność do odhaczenia po fakcie. Bez tego maszyna nie może legalnie trafić do Twojego zakładu, niezależnie od tego, jak dobrze działa.
Czego nie kupisz razem z maszyną, choćby sprzedawca zapewniał inaczej
Sprzedawcy spoza UE regularnie umieszczają na tabliczce znak przypominający CE – czasem prawdziwe unijne CE nadane przez producenta z dokumentacją, czasem podróbkę bez żadnego pokrycia (nieoficjalnie krąży nawet nazwa „China Export” dla tego drugiego przypadku, bo litery wyglądają podobnie). Sama naklejka nic nie dowodzi. To, co faktycznie musisz mieć w ręku, to:
- deklaracja zgodności WE wystawiona dla tej konkretnej maszyny, z numerem seryjnym się zgadzającym
- dokumentacja techniczna – schemat, wykaz zastosowanych norm, ocena ryzyka
- instrukcja obsługi w języku polskim
- tabliczka znamionowa z danymi umożliwiającymi identyfikację
Przy zakupie z Chin czy USA prawie nigdy tego kompletu nie dostajesz razem z maszyną. Sprzedawca ma swoje papiery pod rynek lokalny, nie unijny – i zwykle nie ma pojęcia, czego oczekuje dyrektywa 2006/42/WE, bo go to nie dotyczy.
Co robisz Ty, żeby maszyna mogła legalnie stanąć w hali
Skoro przejmujesz rolę producenta, przejmujesz też jego pracę:
- Ocena zgodności z wymaganiami zasadniczymi dyrektywy maszynowej – w praktyce oparta o normy zharmonizowane (dla wielu maszyn ogólnego zastosowania punktem wyjścia jest PN-EN ISO 12100, dalej dochodzą normy specyficzne dla typu maszyny).
- Sporządzenie albo skompletowanie dokumentacji technicznej – schematy, wykaz norm, wyniki oceny ryzyka, dane o hałasie i drganiach, jeśli dotyczy.
- Instrukcja obsługi przetłumaczona na polski, nie streszczona – z pełnym zakresem informacji o bezpiecznym użytkowaniu.
- Wystawienie deklaracji zgodności WE i naniesienie oznakowania CE – to podpisujesz Ty, jako importer wprowadzający maszynę na rynek, nie firma doradcza, która Ci pomogła to przygotować.
Firma zewnętrzna, w tym audytorska, może przeprowadzić ocenę ryzyka i przygotować dokumentację – ale deklarację zgodności podpisuje ten, kto wprowadza maszynę na rynek. Czyli Ty. Jeśli ktoś oferuje „wystawienie CE w Twoim imieniu” bez zastrzeżeń, to sygnał, żeby dopytać o podstawę prawną takiej usługi.
Kiedy sama ocena własna nie wystarczy
Część maszyn wymienionych w załączniku IV dyrektywy – między innymi niektóre pilarki do drewna, prasy do metalu, maszyny do produkcji materiałów wybuchowych – podlega obowiązkowej certyfikacji przez jednostkę notyfikowaną, jeśli nie zastosowano w pełni norm zharmonizowanych. To już nie jest coś, co załatwisz samodzielną oceną ryzyka – trzeba sprawdzić, czy konkretny typ maszyny mieści się w tym wykazie, zanim ustalisz realny koszt i czas całego procesu.
Co z tym zrobić, zanim podpiszesz umowę
Najlepszy moment na sprawdzenie tego wszystkiego to przed przelewem, nie po przyjeździe maszyny do zakładu. Poproś sprzedawcę o pełną dokumentację techniczną w języku angielskim – jeśli jej nie ma, licz się z tym, że budujesz ją od zera na własny koszt. Sprawdź numer seryjny i typ maszyny pod kątem załącznika IV. Dopiero z tą wiedzą policz, czy transakcja rzeczywiście jest tak opłacalna, jak wygląda w ogłoszeniu.
Jeśli masz konkretną maszynę na oku i nie wiesz, w co się pakujesz – napisz, zanim zapłacisz zaliczkę.